czwartek, 24 kwietnia 2014

Terry Pratchett, Stephen Baxter - Długa Wojna - recenzja

Nieskończona ilość światów stanęła przed ludzkością otworem. Długa Ziemia nieskażona wcześniej działalnością człowieka, pomału poddaje się napływowi kolejnych kolonistów. Wiele światów powiela schematy z Podstawowej. Rosną kolejne osady, miasta, ustroje społeczne. Coraz trudniej znaleźć odosobnienie i uwolnić się spod wpływu rządów, polityków i korporacji. Nawet Joshua Valiente zmienia się w osadnika i wiedzie zwyczajną, rodzinną egzystencję. Przynajmniej do czasu ponownej wizyty Sally, która znów postanowi wywrócić jego życie do góry nogami.

Trolle już od dawna zachowują się niespokojnie, ich pieśń przemierzająca wszystkie światy, zwana „długim wołaniem”, uderza w coraz bardziej niepokojące tony. Ludzie różnie się z nimi obchodzą. W sprytniej zarządzanych osadach nauczono się z trollami współpracować i żyć w specyficznej symbiozie. W wielu miejscach dominują jednak lęki i uprzedzenia, a także zdarzają się przypadki agresji wobec tych humanoidów. W pewnym momencie trolle zaczynają masowo emigrować do odległych światów. Porzucają ludzkie osady i gromadzą się gdzieś w oddali, wiedzione sobie tylko znanymi instynktami. Niepokój daje się we znaki mieszkańcom wielu światów. Na Podstawowej już od dawna panuje atmosfera niechęci do kolonistów i istot humanoidalnych. Konflikt wisi na włosku, a wybuch Długiej Wojny zdaje się być tylko kwestią czasu.

Kolejna powieść Pratchetta i Baxtera zaczyna się całkiem ciekawie. Niestety pozory mylą. Opowieść nieco się dłuży, szczególnie jeśli spodziewaliśmy się nagłych zwrotów akcji i zawrotnego tempa rozwoju wydarzeń. Pojawia się wiele wątków i postaci pobocznych, którym autorzy poświęcili sporo miejsca, a które nie łączą się w jedną sensowną całość. Zamiast wartkiej akcji okraszonej humorem charakterystycznym dla Pratchetta, odnajdziemy w „Długiej Wojnie” obszerne opisy i mnóstwo miejsca na refleksję. Panowie Baxter i Pratchett snują rozważania na tematy polityczne i społeczne. Próbują podsumować cywilizację jako taką, kondycję moralną ludzkości i wiele innych fundamentalnych kwestii. Wyraziste postaci znane z „Długiej Ziemi” utraciły swój czar, spowszedniały i przestały intrygować. Mimo to trudno całkowicie przekreślić ów cykl. Można odnieść wrażenie, że „Długa Wojna” jest tylko preludium do kulminacji wątków i wydarzeń, przydługą zapowiedzią tego, co dopiero wydarzy się na Długiej Ziemi.

Recenzja opublikowana także w serwisie Literadar

Ocena 3,5/6
Tytuł: Długa wojna
Autor: Terry Pratchett, Stephen Baxter
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2014
Liczba stron: 448

piątek, 4 kwietnia 2014

George R. R. Martin - Rycerz Siedmiu Królestw - recenzja

Dunk Przygłup jest tępy jak buzdygan i raczej nie ma zbyt szczególnych zadatków na rycerza. Nie licząc imponującego wzrostu i wyjątkowo honorowego postępowania, trudno w nim upatrywać ucieleśnienia rycerskich cnót. Jajo jest mały, łysy i bezczelny – również nie wygląda na pierwszy rzut oka na wymarzonego giermka. Pozory jednak mylą.

Dunk, który każe się zwać Ser Duncanem Wysokim, wraz z Jajem przemierzać będą Siedem Królestw w poszukiwaniu przygód i rycerskiej sławy, wpadając po drodze w niezłe tarapaty.
Rycerz Siedmiu Królestw powstał jeszcze przed emisją serialu Gra o Tron, który przyniósł twórczości Martina tak niesamowitą popularność. Choć można odnieść wrażenie, że to taka tymczasowa „zapchajdziura”, książka jest samodzielną historią, która rozgrywa się na wiele lat przed wydarzeniami opisanymi w sadze Pieśń Lodu i Ognia. W Westeros rządzą jeszcze Targaryenowie, a krainą targają wewnętrzne podziały, zaszłości i intrygi. Na całość składają się opowiadania: Wędrowny rycerz i Zaprzysiężony miecz, które były już publikowane w innym przekładzie, oraz premierowy Tajemniczy rycerz. Specyficzna para głównych bohaterów została dobrana dość typowo, na zasadzie kontrastu: mądry, wysoko urodzony malec i twardogłowy błędny rycerz o podejrzanym pochodzeniu. Nie odnajdziemy w opowieściach o Duncanie Wysokim dobrze znanych z sagi nagłych zwrotów akcji ani wyrazistych i skomplikowanych postaci. Nie uświadczymy też tej niepewności, co do dalszych losów głównych bohaterów.

Mocną stroną okazuje się skupienie na losach dwójki bohaterów, dzięki czemu od razu można poznać lepiej ich historię i osobowość. Sama fabuła też jest dość ciekawa. Dunk, jako chłopiec trafił wprost z podłej dzielnicy pod opiekę wędrownego rycerza. Po śmierci mentora młodzieniec próbuje swych sił w turnieju, przeciwstawia się samowoli aroganckich paniczyków i zawsze pamięta o rycerskim honorze. Braki w lotności umysłu nadrabia imponującą posturą, ale nawet ona nie zapewnia mu obrony przed drwinami. Postać giermka nie równoważy sytuacji, bo sam Jajo także ma niejednokrotnie problemy z chłodnym myśleniem i realną oceną sytuacji. Para bohaterów bywa często pośmiewiskiem w środowisku dworskich intrygantów. To, co bywa powodem kpin, równocześnie pomaga im w wyjściu z opresji; i historia toczy się dalej zataczając krąg i znów wplątując ich w tarapaty. Opowieści o ich losach mają być kontynuowane. Autor zapowiedział prace nad dalszym ciągiem przygód Duncana Wysokiego po uporaniu się z The Winds of Winter – najnowszą odsłoną Pieśni Lodu i Ognia. Może wówczas Martin wreszcie znów rozwinie skrzydła i zaserwuje czytelnikom coś równie wciągającego, jak chociażby Starcie królów.

Ocena 3,5/6
Recenzja opublikowana także w serwisie Literadar


Tytuł: Rycerz Siedmiu Królestw
Autor: George R. R. Martin
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka 2014
Liczba stron: 356
Oprawa: twarda