niedziela, 29 września 2013

Terry Pratchett, Stephen Baxter - Długa Ziemia - recenzja

Do czego może posłużyć kilka obwodów elektrycznych, przełącznik i… ziemniak? Ku zaskoczeniu ludzkości urządzenie, którego schemat znalazł się w Internecie, pozwala na przeniesienie się do jednego z nieskończenie wielu światów równoległych. Możliwość fascynująca i pociągająca. Wynalazca krokera celowo umieścił jego schemat w sieci zanim któryś z koncernów wpadłby na pomysł opatentowania urządzenia i zmonopolizowania podróży po Długiej Ziemi. Potrzeba zbadania nowych światów jest silna, zaczynają się masowe zniknięcia. Zła sytuacja finansowa czy kłopoty osobiste mogą zostać na zawsze w tyle, wystarczy wybrać kierunek – wschód lub zachód i nacisnąć przełącznik. Po kilkunastu minutach wypełnionych odczuwaniem mdłości, można będzie rozkoszować się ciszą i brakiem cywilizacji.

Głównymi bohaterami powieści są Joshua i Lobsang, którzy tworzą intrygujący duet. Samotnik naturalnie kroczący i trudna do zdefiniowania sztuczna inteligencja, która została oficjalnie uznana za reinkarnację tybetańskiego mechanika. Mimo, że większość zdarzeń czytelnik poznaje z punktu widzenia Joshui, ma wgląd w jego przemyślenia i emocje, to o wiele ciekawsza wydaje się postać Lobsanga: zagadkowa, dziwna, niejednoznaczna. Nie do końca wiadomo czym lub kim on jest. Towarzyszy Joshui jako robot, równocześnie zarządza całym statkiem, a jego kopia zapasowa pozostała na Podstawowej. Paradoksalnie jednak wydaje się być niemal ludzki w swych dociekaniach i rozważaniach. Niejednokrotnie ociera się o fatalizm w przewidywaniu losów ludzkości.

Fabuła skupia się wokół podróży Joshui i Lobsanga, którzy sterowcem o nazwie „Mark Twain”, próbują dotrzeć do krańca Długiej Ziemi. Co jakiś czas główny wątek jest przerywany, pojawiają się wzmianki o rodzinie Greenów, która z grupą podróżników osiedla się na Ziemi Zachodniej 101 754 lub o losach policjantki – Moniki Jansson.

Nie bez powodu akcja książki rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych. W powieści znajdziemy mnóstwo odniesień do traperów, odkrywców i pionierów w przesuwaniu granicy tego co jeszcze nieznane. Potomkowie dawnych osadników nie mają już nic do odkrycia na Ziemi Podstawowej, pozostaje za to nieskończona ilość światów alternatywnych. Zaczyna się ich kolonizacja. Gospodarka chwieje się w posadach, firmy masowo bankrutują. Traci sens kupowanie złota czy posiadłości skoro teraz każdy może być właścicielem kopalni diamentów w jednym z wielu światów. Rządy różnych krajów próbują walczyć z plagą uciekinierów, uregulować prawnie kwestie własności, ale zdecydowanie przerasta to ich możliwości. Powieść nastraja do refleksji na temat rozwoju, odkryć i ewolucji. Ocieranie się o sprawy polityczne, działalność wielkich koncernów i pytanie o to, dokąd zmierza ludzkość dodaje książce smaku, choć może niewiele wnosi do samej akcji. 

Tempo rozwoju wydarzeń nie jest zbyt szybkie i może nużyć niecierpliwych czytelników, lubujących się w książkach, w których trzymająca w napięciu akcja jest dominującym atutem. Z drugiej strony takie jej poprowadzenie pozwala na więcej przemyśleń i rozsmakowanie się w opisach i psychologii postaci, które w Długiej Ziemi są bardzo istotne. Autorzy postarali się o plastyczne przedstawienie poszczególnych przystanków w podróży głównych bohaterów. Ziemie różnią się między sobą, co jakiś czas trafiają się światy jokery, a na każdej z nich ewolucja przebiegała zupełnie inaczej. Także opisy fauny i flory oglądanej przez Joshuę i Lobsanga w równoległych światach, pozwalają rozwinąć skrzydła wyobraźni odbiorcy. Powieść czyta się przyjemnie także dlatego, że sam jej język jest wystarczająco bogaty (bez przedobrzenia), ale równocześnie łatwy do przyswojenia. Autorzy nie zasypali czytelników naukowymi rozważaniami nad wyjaśnieniem istnienia światów równoległych i możliwości ich odwiedzania. Może zabrakło tej odrobiny żargonu naukowego dobrze znanego miłośnikom hard science-fiction dla jeszcze lepszego całokształtu książki.

Współpraca Pratchetta i Baxtera dała ciekawy owoc. Długa Ziemia otwiera przed czytelnikiem interesującą historię, która na szczęście nie kończy się wraz z ostatnią stroną książki. Już wiadomo, że będzie miała kontynuację, co przynosi ulgę - urywanie historii w takim momencie byłoby niewybaczalne.

Autorzy: Stephen Baxter, Terry Pratchett
Tytuł:
Długa Ziemia
Przekład:
Piotr W. Cholewa
Wydawca: Prószyński Media

 Ocena: 5/6
Recenzja opublikowana także na portalu Biblionetka

poniedziałek, 23 września 2013

Juraj Cervenak - Bohatyr. Żelazny kostur - recenzja

Publikacji czerpiących ze skarbnicy słowiańskiej kultury, historii i wiary jest w księgarniach tyle, co kot napłakał. Gdy z wielkim hukiem na rynku wydawniczym pojawiła się książka Bohatyr. Żelazny kostur trudno było się oprzeć pokusie sięgnięcia po nią. Z opisu zawartego na okładce wywnioskować można, że dzieło to jest wręcz wybitne. Zachwycać ma nas mroczna fantastyka, wczesnośredniowieczna Ruś, stare wierzenia, dzielni muromcy, szczęk mieczy i pogańscy bogowie. Lektura przynosi bez wątpienia wiele wrażeń, choć momentami niestety rozczarowuje.

Historia Ilji, kalekiego muromca, który został dzielnym bohatyrem jest znana ze staroruskich pieśni. Juraj Červenák sięgnął po interesującą postać, a wydarzenia swej powieści osadził w X-wiecznej Rusi. Zamysł był bardzo dobry. Kuleje jednak warstwa językowa, w której brak choć odrobiny kunsztu. Dialogi między bohaterami są mało wiarygodne, język doświadczonych przez życie wojaków przypomina rozmowy chłopców, którzy jedynie bawią się drewnianymi mieczykami na podwórku. Braki te częściowo nadrabia interesująca fabuła, która w przemyślany sposób łączy ze sobą wątki fantastyczne z mitologią słowiańską.

Kaleki muromiec jako jedyny przetrwał napad Czeremisów i Kipczaków, którzy wymordowali większość mieszkańców wsi, a nielicznych uprowadzili. Ilję pozostawiono przy życiu z okrucieństwa, by zmagał się do końca życia z pamięcią o tym co zaszło, by trudził się przy pochówku pomordowanych. Szczęśliwy traf sprawił, że na miejsce rzezi trafili trzej dziwni wędrowcy. W zamian za gościnność, jaką okazał im Ilja, jeden z nich uzdrowił kalekę. Tak oto zaczyna się historia dzielnego bohatyra, szukającego pomsty i pragnącego uratować ukochaną. Dzieje te są nasycone szczęśliwymi zbiegami okoliczności, cudownymi wydarzeniami, snami, przepowiedniami i magią, nawiązują do stylistyki baśni i legend. Muromiec okazuje się nadludzkim siłaczem, znajduje miejsce w kompanii księcia Światosława, bierze udział w wielu bitwach i eskapadach. Musi stawić czoła wojownikom z krwi i kości, ale także zmagać się z potężnym czarnoksiężnikiem i czcicielami smoka Zilanta. Akcja książki jest wartka, przetykana od czasu do czasu opisami dozującymi tempo powieści, trzymającymi jeszcze przez chwilę w niepewności.

Drużyna księcia Światosława stanowi mieszankę niezwykłych postaci, ale przede wszystkim łączy w sobie wyznawców różnych religii. Obok siebie ramię w ramię walczą poganie, wyznawcy starych bogów parający się magią i obrzędami ludowymi, muzułmanie oraz nieliczni jeszcze chrześcijanie. Ta wielokulturowość i współistnienie wiary w smoki, czarnoksięstwo i religii monoteistycznych dobrze oddaje ducha tamtych czasów, gdy chrześcijaństwo dopiero pukało do bram naszych przodków.

Na uznanie zasługuje atrakcyjna oprawa graficzna publikacji. Nie tylko okładka jest tutaj ozdobna, także wewnątrz książki zadbano o efekt wizualny. Każda strona ozdobiona jest elegancką bordiurą, niczym stary inkunabuł w swej eleganckiej oprawie skrywa starą, interesującą historię.

Autor: Juraj Cervenak
Tytuł: Bohatyr. Żelazny kostur
Wydawca: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 508
Okładka: miękka

Ocena: 4,5/6
Recenzja opublikowana także na portalu Biblionetka

poniedziałek, 16 września 2013

Hwang Sun-mi - O kurze, która opuściła podwórze - recenzja

Poruszająca opowieść o spełnieniu, przekraczaniu barier i walce z własną słabością. Tytułowa kura, nosząca dumnie imię Ipsak, różni się od innych mieszkańców kurnika. Marzy, snuje rozważania o lepszym życiu. Przebywanie w klatce i znoszenie jajek, których nawet nie można wysiedzieć, zdecydowanie nie jest dla niej. Ipsak pragnie zamieszkać na podwórzu, wysiadywać jajka, wychować pisklęta i znaleźć miejsce, w którym będzie im dobrze. Niestety jest nioską zamkniętą w klatce, od której oczekuje się tylko jednego – ogromnej ilości jaj. Gdy Ipsak przestaje je znosić, staje się bezużyteczna i gospodarze pozbywają się jej. Od śmierci w łapach łasicy ratuje ją inny odmieniec, tak jak ona nie przystający do podwórkowej braci – kaczor z podciętym skrzydłem, nazywany Włóczęgą.

Kura o duszy wagabundy nie jest mile widziana na podwórzu. Jej potrzeba bycia matką, pragnienie wolności i indywidualizm spotykają się z krytyką zwierząt hołdujących utrwalonym zasadom. Wąskie horyzonty myślowe nie pozwalają im nawet na cień refleksji. Tutaj znów wyjątkiem okazuje się kaczor z brązowym kuprem - Włóczęga, który tak jak Ipsak pragnie czegoś więcej niż inne zwierzęta z podwórza. Ta niesamowita dwójka, mimo różnic w wyglądzie i pochodzeniu stwarza dla odnalezionego przez Ipsak kaczego jaja rodzinę. „Wyglądamy inaczej i choć nie do końca się rozumiemy, możemy się kochać” – powie pewnego dnia kaczor. Te same słowa mogłyby podsumować późniejszą relację Ipsak z Zielonogłowym – kaczorem, który wykluł się z wysiadywanego jaja. Ipsak z kury zamkniętej w klatce staje się matką, odpowiedzialną za swojego syna, gotową bronić go przed niebezpieczeństwem, nawet za cenę poświęcenia własnego życia.

O kurze, która opuściła podwórze to opowieść wielowarstwowa. Zmiany, podążanie za marzeniami i brak zrozumienia dla odmiennych poglądów i pragnień, niechęć otoczenia do tych, którzy próbują przeciwstawiać się schematom i odwiecznym zasadom to tylko niektóre z jej tematów. Ilustracje w książce są wprost mistrzowskie. Nie mające w sobie nic z cukierkowej słodyczy, przejmujące, dopełniające całokształtu publikacji. Dominuje w niej ton poważny, pojawiają się liczne nawiązania do przemijania i cyklicznego kręgu życia i śmierci. Włóczęga poświęca się by dać szansę Ipsak i Zielonogłowemu na przetrwanie, Ipsak oddaje się w łapy łasicy, bo nadszedł jej moment, Zielonogłowy odleciał z innymi kaczkami. Jej odejście wpisuje się we wspomniany krąg. Dzięki temu dzieci łasicy nie pomrą z głodu.

Książka Hwang Sun-mi to alegoryczna opowieść, którą należy obierać jak cebulę. Zagłębiać się w nią warstwa po warstwie. Od najbardziej dosłownego przekazu – historii pewnej nietypowej kury, która postanowiła zmienić swe życie, poprzez kolejne warstwy – opowieści o przemijaniu i wolności aż do jej sedna, którym zdaje się być refleksja nad naszym własnym życiem. Czy jest to wobec tego książka dla dzieci? Jak najbardziej, choć z pozoru może się wydać za poważna, w gruncie rzeczy jest publikacją dla każdego i aż zachęca do wspólnej lektury, do rozmowy o życiu i tym, co może ono ze sobą przynieść.

Tytuł: O kurze, która opuściła podwórze
Autor: Hwang Sun-mi

Wydawnictwo: Kwiaty Orientu


Ocena: 6/6
Recenzja opublikowana także na portalu Biblionetka