niedziela, 8 września 2013

Jacek Piekara - Charakternik - recenzja

Nie umiem przejść obojętnie obok fantastyki historycznej. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn książki te przyciągają mnie jak magnes i zdają się same wskakiwać do koszyka podczas zakupów w księgarni. Ot taka moja dola,  umiłowałam sobie w literaturze czasy, w których mężczyźni nosili sumiaste wąsy i padali do nóg niewiastom, gdy na gościńcach grasowali łotrzykowie, a słowo „honor” oznaczało dla niektórych tyle co życie. Z przyjemnością zatopiłam się więc w lekturze Charakternika Jacka Piekary w nadziei na to, że czas spędzony z jego powieścią będzie dla mnie wspaniałą przygodą. Już sama okładka wskazuje, że to nie może być nudna książka: spogląda z niej groźnie wyglądający szlachcic ze świeżą krwią na szabli.

Autor przenosi czytelnika do Rzeczpospolitej XVII wieku, w czasy bezkrólewia po śmierci Jana III Sobieskiego. Nastrój epoki oddany został świetnie za pomocą warstwy językowej. Stylizacja wypadła znakomicie i jest to chyba najmocniejszy element powieści. Niestety zabrakło tutaj silniejszego tła historycznego, jakiś wydarzeń rozgrywających się gdzieś na dalszym planie, które dodałyby smaku całej historii. 
Fabuła książki skupia się wokół trójki szlachciców, których losy splotły się ze sobą w karczmie, gdzie oczywiście nie obeszło się bez burdy i wysłania jednego z awanturników na tamten świat. Panowie Myszkowski, Szczurowicki i Żytowiecki musieli salwować się ucieczką.

Pan Żytowiecki to jowialny, niezbyt rozgarnięty szlachcic. Przypadkowo znalazł się w kompanii Pana Myszkowskiego i Szczurowickiego. Naiwny jak dziecię i łatwowierny niemal jak Roch Kowalski. Chcąc nie chcąc bierze udział w nieco dziwacznych eskapadach, które zarządza jego towarzystwo. Pan Myszkowski jest raczej niepozornie wyglądającym jegomościem, który jednak budzi trwogę i szacunek. Dowodzi kompanią i owiany jest sporą tajemnicą, która wraz z rozwojem akcji zaczyna się odsłaniać. Wisienką na torcie jest Pan Szczurowicki, prawdziwy frant, dogryzający komu się da na każdym kroku. Odrobinę przypomina Szarleja z Trylogii Husyckiej Sapkowskiego: twardy i poważny kiedy trzeba, mistrz ciętej riposty, a w dodatku prawdziwy pies na baby.           

Fabuła jest przyjemna, choć raczej mało wyszukana. Pojawiają się w niej istoty nadprzyrodzone i tajemne siły, które potrafią wyciągnąć człowieka z zaświatów. Trójka szlachciców snuje się po traktach, lasach i gościńcach w poszukiwaniu brylantu o niezwykłej mocy. Co chwilę natrafiają na nowe przeszkody, którym muszą stawić czoła. Największym atutem powieści są relacje między trójką bohaterów. Ich dyskusje, zwady i zaczepki są rewelacyjne, a język, którym się posługują sprawia, że chce się czytać i czytać bez końca. Pewne braki stają się dzięki temu mniej wyraźne i wiele się książce wybacza. Akcja powieści jest dynamiczna i pełna niespodziewanych zwrotów; nie można się nudzić przy tej lekturze. Nie jest też wskazane rozpraszanie się podczas czytania, bo przy tempie, jakie narzuca nam w Charakterniku Jacek Piekara, łatwo się można pogubić przez choćby chwilę nieuwagi.       
 
Z pewnością nie jest to najlepsza książka, jaką ostatnio czytałam. Nie jest to także najlepsza książka łącząca fantastykę z historią, nie da się jej nie porównywać do książek Komudy, które moim zdaniem są jednak trochę lepsze: ich fabuła jest nieco ciekawsza, postaci bardziej oryginalne, a tło historyczne o wiele bogatsze. Mimo to dla książek obu Jacków powinno się znaleźć miejsce na półkach fanów fantastyki historycznej.



Autor: Jacek Piekara
Ilustracje: Artur Gołębiowski
Tytuł: Charakternik
Wydawca: Fabryka Słów
Liczba stron: 382
Okładka: miękka ze skrzydełkami

Ocena: 4/6
Recenzja opublikowana także na portalu Kawerna 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz